wtorek, 05 czerwca 2007
HISTORIA JEDNEJ NOCY

Było to tak: do lokalu przyszła grupka obcokrajowców. Miks językowo-kulturowy jak się patrzy. Traf chciał, że był w składzie jeden chirurg. Pogadaliśmy, pożartowaliśmy, wszak wspólny temat niejeden się znalazł... Nie przewidziałam tylko jednego: że człowiek ów, za namową kolegi barmana (dziękuję, nie ma jak koleżeńska solidarność grrrrr!) poczekał aż skończę pracę i udał się za mną w stronę dworca SKM. Na nic zdały się prośby,groźby i racjonalne argumenty, że mam za 3 godziny cały dzień zajęć itd. Wsiadło coś za mną w kolejkę. Od tamtej pory się już nie odzywałam. Twardo ignorowałam (nawet minę zbitego psa błagającego o litość).

Nazajutrz znów pracowałam (na nockę, rzecz jasna). Znajoma twarz uśmiechnęła się w progu. Facet przeprosił za narzucanie się, zrzucił winę na alkohol i powiedział, że naprawdę mu zależy... Oj. Posypały się bardziej już trzeźwe argumenty. Pozostałam nieczuła. Wyszedł.

Czemu tak łatwo jest rozkochać w sobie kogoś, na kim kompletnie nam nie zależy???

niedziela, 27 maja 2007
DLACZEGO NIE ZMOKNĄĆ?
Jak miło wdychać powietrze pachnące wilgocią! Jak miło być mokrym od deszczu, jak miło szurać po kałużach, chlupotać, kapać... Wszystko płynie, wszyscy biegną, a ja brnę przez wodną ścianę jak dzielny lodołamacz przez kry Arktyki. Jak miło znów żyć. Chodzą za mną 4 słowa: Pakistan, Nepal, Madagaskar i Sri Lanka (no dobra, 5 było)...  :) Co teraz zrobię? Strzeżcie się mistrze przewidywania :) 
wtorek, 15 maja 2007
PECH Z FARTEM W WYBUCHOWYM KOKTAILU
Neuro do przodu - nie bez wysiłku. To fart. Pech - agresywna jazda rowerem nie zawsze popłaca. Wracając 0 4.00 nad ranem z pracy (skakanie po krewężnikach) niemiło jest złapać gumę w połowie drogi. Brak perspektywy komunikacyjnej poważnie o tej porze dnia utrudnia życie.
***
Dziś na Długiej był wyścig łóżek szpitalnych. Bomba :)
Nawet wisielcze nastroje mi odrobinę przeszły...

piątek, 11 maja 2007
3 DNI Z NEPTUNEM

Jak się czuje człowiek, który przez trzy dni zwraca, cokolwiek zje? Jak się czuje człowiek, który w dodatku nie ma ochoty iść na uczelnię, bo tam trzeba być żywym, zaangażowanym, aktywnym i , co gorsza, blisko ludzi... Jak się czuje człowiek, który nie ma pomysłu na kolejne godziny, minuty, dni, lata? Kijowo, doprawdy, kijowo. Człowiek - porażka.

Bez nauki, prosto po nocce w pracy poszłam na tzw. "betona" na egzamin z chirurgii urazowej. 4,5. I gdzie sprawiedliwość??? Po co się uczyć???

18:04, gi.jane
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 maja 2007
NIE POSZŁAM NA URAZOWĄ
Zaliczam właśnie wagary. Ja, która kiedyś burzyłam się, że zajęcia kończą się 20 minut za wcześnie... Na WF dojadę, żeby pobiegać wokół stadionu i móc myśleć...

wtorek, 08 maja 2007
WYŚLIJCIE MNIE DO PSYCHIATRY
Tym razem to nie żart, ani zabawna historyjka. Nie piszę, bo mam coś na kształt i podobieństwo depresji... To znaczy piszę, ale wychodzą mi "wiersze" albo "proza poetycka". Wstydzę się tego straszliwie. Mówię metaforami, jestem mało konkretna, bezsensowna, zawieszona na rozrastającym i rozgałęziającym się w zastraszajcym tempie drzewie refleksji. W tych czasach, kiedy wstyd nawet wymawiać słowo "dusza" (brzmi cholernie trywialnie, prawda?), ja nie mogę uciec od haseł "ból duszy", "poczucie bezcelowości istnienia", nie wspominając o braku generalnej motywacji. Myślę tylko o końcu. Nie mogę się doczekać.
21:25, gi.jane
Link Komentarze (2) »
piątek, 27 kwietnia 2007
KUMULACJA
Ten tydzień był prawdziwą rzeźnią: 5 nocek w pracy, dzionki na uczelni, hektolitry kawy o konsystencji smoły, spanie po pól godziny w SKM-ce... padam na ryjek. Dziś za to napisałam egzamin z neurochirurgii w minutę i dziesięć sekund (czy tylko ja rozwiązywałam giełdy???) - miejmy nadzieję, że w miarę OK.
Jeśli dostanę ze dwa dni wolnego na majówkę, to jadę na skałki :) Wprawdzie jedna z moich łękotek po Harpaganie nadaje się jedynie na szrot... ale  nie odmówię sobie takiej przyjemności, nawet kosztem  kolana.

poniedziałek, 23 kwietnia 2007
EFEKTOWNE ZEJŚCIE (ale nie 'śmiertelne') :D
Słowem wstępu, dlaczego mnie nie było:
0. Bo się uczyłam ostatnio trochę nawet;
1. Bo praca zabrała mi sporą część czasoprzestrzeni okolicznej;
2. Bo byłam na "HARPAGANIE", ale to osobna historia.

Co dzisiaj? Ano zaczął się blok zajęć z neurochirurgii. Same zajęcia, jak zajęcia... ale potem... odkryliśmy, że ktoś nas zamknął na piętrze w budynku neurologii :) Chyba nie wierzyli, że dobrowolnie będziemy tego słuchać ;)
Watka wyjrzała przez okno i powiedziała: "Da radę, wychodzę." i jak gdyby nigdy nic, śmignęła po parapecie, potem po ścanie, kratach okiennych, hop! Na koniec nam pomachała i powiedziała cześć. Ja się jeszcze chwilę wahałam... Przecież się kontuzjowałam na rajdzie, byłam niewyspana po pracy i zmęczona ogólnie, poza tym byłam w butach na obcasie...  jak tu skakać z pierwszego piętra??? Strach jednak ustąpił zdrowemu rozsądkowi: Watka dała radę, to i ja dam radę, nawet bez butów. Słowo się rzekło, buty na trawnik zpstały zrzucone, trzeba było wyjść. I wyszłam. Przez okno, na parapet, po ścianie, na kratę i hop. Zebrałam buty, otrzepałam porysowane stopy i pomachałam reszcie. Pan doktor od NCH zapewne pomyślał sobie o nas odpowiednio, ale co tam. Grunt to grunt :)  Może jutro profilaktycznie zamkną nas piętro wyżej? ;)

czwartek, 29 marca 2007
ŚWIADOMY PACJENT - Znowu beka :)
Ćwiczenia z medycyny ratunkowej. Symulowane wezwanie do ok. 80-letniej pacjentki z podejrzeniem udaru. Każdy po kolei mówi co robimy, jak badamy, o co pytamy:

Koleżanka: -To teraz proszę zbadać objawy oponowe.
Symulowana Babcia (czyli doktor prowadzący): -Kerniga górnego? Proszę bardzo. Dolnego też mam zrobić? :)
Kolega: -Grunt to świadomy pacjent. :)

środa, 28 marca 2007
NO DOBRA, ZNOWU BYŁAM W KINIE...
Myślałam, że to w "Cesarzowej" (najpierw napisałam 'na "Cesarzowej"' ale stwierdziłam, że to z lekka niepoprawne politycznie;) ). Więc co? A, stwierdziłam, że w "Cesarzowej" trup ściele się gęsto, ale "300" pod tym względem bije "Cesarzową" na głowę: tu trup ściele się gęsto i to niejedną warstwą. Całe kupki trupów, aż nie nadążali z układaniem ich w stosiki :) Do rzeczy jednak... Trzystu mnie zauroczyło (coś dziś mam problemy z poprawnością polityczną...). Te mięśnie, te ujęcia, ach, te zdjęcia z lekko komiksowym podtekstem, te prześwietne sceny walki, ta boska siła charakterów... Może brutalni i bezwzględni, ale niepozbawieni wymiaru duchowego (tragizm?). TRZEBA obejrzeć. TRZEBA i kwita.
Na koniec dodam (po "Cesarzowej"), że Chińczycy to bardzo porządny naród jest... jak im ktoś na przykład przed pałacem rzeźnię zrobi, a setki poległych upadając i krwią brocząc pobrudzą schodki, murki itepe, to za chwilunię służby porządkowe zwijają dywany, stawiają kwiatki i już - pozamiatane.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5